strona główna


2007-03-29 17:06:45

Prostolinijny Gość


- Ależ proszę pana !!! Tak nie można ! Pan Prezes baaardzo zajęty.
Krzyk sekretarki był niemalże rozpaczliwy. Próbowała sumiennie wykonać polecenie Prezesa aby nikt mu nie przeszkadzał.
Prezes słysząc krzyki szybko schował szklankę i świeżo napoczętą butelkę wódki „Duchowe kropidełko”. Bogobojny był z niego człowiek i nawet jeśli grzeszył nadużywając alkoholu to przynajmniej starał się aby jakąś świętobliwą nazwę ów trunek miał.
Właśnie w chwili gdy zatrzaskiwał szufladę z impetem otworzyły się drzwi do gabinetu.
Wejście jak Rejtan zastawiała sekretarka, a że słusznej była postury i tuszy to i to zastawianie dobrze jej wychodziło. Prezes z dumą obserwował jej pełne determinacji poczynania
- ooo kadrę pracowniczą mamy właściwie dobraną - pomyślał.
Przyszło mu nawet do głowy, że jego sekretarka nadawała by się na bramkarza w drużynie hokejowej.
Zza jej obszernego ciała widać było jakąś małą, czarną, kręcącą się postać. Jakiś jegomość próbował wedrzeć się do gabinetu, a to z lewej, a to z prawej, podskakiwał a nawet próbował robić dryblingi piłkarskie. Wyglądało to dosyć komicznie i na niewiele się zdało ponieważ sekretarka swoim obszernym ciałem zasłaniała prawie całe światło drzwi.
W końcu gość zdenerwował się. Zwinął dłoń w pięść i walnął na oślep z okrzykiem
- Won suko, ja tu w sprawie wielkiej wagi z prezesem muszę się widzieć !
Kobieta jęknęła, skuliła się i w takiej pozycji wróciła do sekretariatu. Zdążyła jeszcze tylko wyszeptać
- przepraszam panie prezesie ale sam pan widzi …. Mam nadzieję, że nie będzie miał mi Pan za złe jeśli zemdleję.
Mówiąc te słowa osunęła się na podłogę zahaczając o pelargonię i paprotkę stojące na krawędzi biurka. Uderzając głową w ścianę zrzuciła oprawiony w ramkę list od pracowników o treści: „Prezes, prezes o ho ho, niech nam żyje że ho ho” podpisano „Wdzięczny kolektyw produkcyjny i administracyjny”. Niemalże spełniło się jej marzenie o odejściu z tego świata w czasie służby prezesowi. Z jednej strony głowy paprotka, z drugiej pelargonia a na piersiach peam pochwalny dla Prezesa.
- Ależ szanowny Panie ! Tak nie można ! Cóż to za zachowanie, żeby tak starszą kobietę, z pięści, w podbrzusze !
- Proszę mi wybaczyć ale sprawa z jaką do Pana przychodzę wielkiej wagi jest i zwłoki (nawet sekretarki) niecierpiąca. Mamy niewiele czasu i na konwenanse tracić go jest wielce nieroztropne.
Nachalny gość mówił nieco staroświeckim językiem z lekkim francuskim akcentem. Był wyjątkowo niski i gruby. Wydawało się ze oba wymiary to znaczy wysokość i szerokość ma takie same. Ubrany był w czarny urzędniczy uniform, nieco już wysłużony, z nienagannie białą koszulą i czarnym, zadługim krawatem wystającym mu spod marynarki niemal do kolan. W ruchach był oszczędny i jak by „kanciasty”.
- no już dobrze, dobrze – proszę siadać – odparł spokojnie prezes. Nauczył się przez wiele lat negocjacji z radą pracowniczą, że raptusów i wariatów trzeba spokojnie wysłuchać a następnie sprytnie „odwrócić kota ogonem”. Jak do tej pory ta taktyka sprawdzała się w 100 % a prezes cieszył się powszechnym uznaniem wśród załogi pracowniczej.
- Nie ! nie będę siadać ! Postoję, takie moje zadanie. Postoję.
- Proszę wybaczyć ale nie rozumiem – rzekł Prezes siadając
- w czym mogę Panu pomóc ? Może chce nam Pan coś sprzedać albo kupić ? My zawsze chętnie, tylko wiecie, centrala cały czas budżet nam obcina ale szansa zawsze jest. Może by w takim razie udał się Pan do zaopatrzenia albo marketingu ?
- żadnego marketingu ! Tylko nie to ! Niech mi Pan nawet nie wspomina o marketingu. Nasz marketing za przeproszeniem dał dupy tak że aż mi wstyd. Już chyba bezpowrotnie jesteśmy straceni u Anglosasów. Całe USA, Wielka Brytania, Australia i kilka innych pomniejszych krajów stracone ! Nieodwracalnie chyba.
- w takim razie czym mogę Panu służyć ? odparł nieco zbity z tropu Prezes.
Nieoczekiwany gość jak by tylko na to czekał.
Zrobił pewien grymas twarzy który przy odrobinie dobrej woli można by odczytać jako uśmiech. Rozpostarł obie ręce, obrócił dłonie w nadgarstku, zrobił szpagat – najpierw podłużny a następnie poprzeczny, zwinnie wstał nadal z rozpostartymi rękoma, zachowując idealną sztywność i wyprostowanie ciała padł krzyżem na podłogę aż zadudniło
- o rany – jęknął prezes
- ale przypierdolił - dodał w myślach aby głośnym wymówieniem przekleństwa zbytnio swego bogobojnego wizerunku nie nadszarpnąć.
Gość szybko wstał i znowu stał przed biurkiem prezesa w idealnie wyprostowanej pozycji. Był z siebie wyraźnie zadowolony.
- i co ? zapytał
- nooooo niczego sobie, ale musiało to Pana bardzo zaboleć.
- eee co tam ból, tu sprawa się liczy.
- cały świat w mroku, nigdzie nadziei, z nikąd pomocy, upadek obyczajów, alkoholizm, prostytucja, ateizm, alienacja, relatywizm i koleje żelazne ! Obywatele zagubieni ! Nie wiedzą jak żyć, co jest ważne a co nie, a Pan mi tu z bólem wyjeżdża.
- no niby tak …. ale ja przyznam się niebardzo rozumiem.
- Jak to
W tym momencie gość ponownie obrócił dłońmi w nadgarstku ….
Prezes już wiedział co będzie dalej. Postanowił szybko zareagować bo jeszcze jakiegoś wstrząśnienia mózgu gość dostanie albo uszkodzi mu świeżo położone linoleum, a fundusz remontowy na ten rok już cały wyczerpany.
- już wiem !
- szanowny panie już wiem ! – prezes desperacko próbował coś wymyśleć aby nie dopuścić do kolejnego pokazu.


Ciąg dalszy nastąpi. Mam nadzieję niedługo.
Jeśli macie ochotę to można w komentarzach wpisywać wasze domysły co o dalszego rozwoju sytuacji.
Co wymyśli prezes ?
Ciekaw jestem czy ktoś się domyśli ;)

skomentuj (2)